Elementy dekoracyjne wnętrz
Wystawa Dominiki Olszowy zajmuje cztery sale galeryjne i można ją czytać jak cztery akty/epizody/fragmenty artystycznej wypowiedzi. Artystka przygotowała ją z prac starszych i zupełnie nowych, pośród których pojawiają się też dobrze znani „bohaterowie” jej sztuki, przypominający aktorów odgrywających charakterystyczne role.
Teatralne konotacje są tu jak najbardziej na miejscu. Dominika Olszowy – artystka wizualna, która harmonijnie łączy media rzeźbiarskie, sztukę instalacji, wideo oraz praktyki performatywne – od ponad 20 lat regularnie współpracuje z teatrem, ostatnio przede wszystkim jako autorka scenografii i kostiumów. Już w czasach licealnych brała udział w wystąpieniach teatrów niezależnych – Teatru Kreatury (Gorzów Wielkopolski) i Teatru Strefa Ciszy (Poznań) – co zapewne wpłynęło na wyraźny w jej sztuce rys ludyczny z elementami absurdu, jak również na często towarzyszące wystawom elementy performatywne. Przygotowywane przez nią wystawy mają w sobie logikę teatralnej scenografii.
Olszowy dobrze odnajduje się w kreatywnej pracy w grupie, o czym świadczą wspomniane związki z teatrem. Jest też założycielką lub współzałożycielką kolektywnych projektów: efemerycznej i kontestatorskiej galerii Sandra oraz artystycznego gangu motorowego Horsefuckers M.C. Występowała również z Marią Tobolą w hiphopowym duecie Cipedrapskuad, w ramach którego artystki przeciwstawiały się seksistowskiemu rapowi głównego nurtu.
Twórczość o zdecydowanie indywidualnym charakterze zaczęła przeważać w realizacjach Olszowy od około 2015 roku, chociaż ona sama wielokrotnie rozszerzała swoją artystyczną tożsamość o występujące w jej roli aktorki i performerki. Wraz z większym zaangażowaniem w twórczość indywidualną mocniej zaczęły wybrzmiewać w pracach artystki kwestie egzystencjalne, a źródłem refleksji stały się doświadczenia osobiste, sfera intymna i stany psychiczne.
Na przestrzeni kilkunastu lat artystka stworzyła rozpoznawalny język plastyczny, oparty na indywidualnie wypracowywanym warsztacie, metaforyczno-symbolicznej estetyce oraz nieodłącznym ładunku poetyckości. Myślenie Dominiki Olszowy o własnej sztuce kształtowane jest poprzez przyjęcie określonej koncepcji realności o stale zmieniających się parametrach – istotnym motorem napędzającym kreacyjność jest dla niej wyobraźnia i oniryczna forma. Instalacje w przestrzeniach galeryjnych komponowane są z rzeźb, wśród których jest wiele obiektów z potocznej codzienności, chętnie wybieranych przez artystkę. Wprowadzone w kontekst sztuki i poddane transformacji, przedmioty te odkrywają odwrotną stronę rzeczy, atakują nasze poczucie rzeczywistości i wywołują niepokój. Zaniepokojenie zmusza do bardziej wnikliwego przyglądania się pracom Dominiki Olszowy, które uciekają od przemocy tego, co oczywiste, w sferę oniryczno-intuicyjną. Jej wyobraźnia pracuje obrazami, a rzeźby/przedmioty/rekwizyty tworzą rozbudowane opowieści.
Wykorzystując zmysł scenograficzny i teatralną umowność, Olszowy zręcznie porusza się między prawdą a zmyśleniem w poszukiwaniu właściwego wyrazu dla opowiedzenia o tym, co jest dla niej ważne. Charakter tego wyrazu w dużej mierze określony jest przez poetyckość, coraz wyraźniej zaznaczającą się w twórczości artystki.
Twórczość Dominiki Olszowy wymyka się łatwemu szufladkowaniu; artystka czuje silną potrzebę kreacyjnej swobody, sięga po nowe tworzywa, inspiracje, ale pogłębia też pewne wątki, które powracają w jej wystawach. Kryzysy, także te codzienne, zmęczenie, wypalenie, potrzeba bezpieczeństwa, bezradność, ognisko domowe, strata, żałoba, sposoby radzenia sobie z doświadczeniem śmierci – to tematy, wokół których w ciągu ostatnich lat artystka formułowała swoje wypowiedzi. Pojawiają się one również na wystawie Elementy dekoracyjne wnętrz. Są wśród nich tematy o największym ciężarze gatunkowym, ale Olszowy odnosi się do nich z lekkością, a nawet z ironicznym humorem.
Wystawa została zorganizowana wokół konceptu bezsilności i podejmowanych wysiłków przezwyciężenia tego stanu. Dominika Olszowy korzysta z bogatego arsenału właściwych sobie środków artystycznych, starając się z ich pomocą zaradzić sytuacjom, które wymykają się spod kontroli. Cztery sale wystawowe zostały zaaranżowane w rytmie przypominającym oddychanie: wdech-wydech.
Pierwsza sala jest oszczędnie zapełniona, pełna światła, jasna i przestronna. Można zaczerpnąć powietrza, słuchając pojawiającego się na ekranie kotka odczytującego po francusku Powszechną Deklarację Praw Człowieka, czemu towarzyszy na drugim monitorze animacja z przyjaźnie mruczącymi, porośniętymi futerkiem obłokami. W sali świeci ciepłym światłem słoneczko uwięzione w firance, ale stosunkowo przytulny nastrój tej przestrzeni pryska na widok sylwetek ptaków rozbitych o szyby.
Całą drugą salę zajmuje instalacja z 2018 roku Cmentarz wiecznego wypoczynku. Problem wypalenia, stan ciągłego przemęczenia, tęsknota za odpoczynkiem – te tematy nadal są aktualne. Olszowy stworzyła beżowy pokój zainspirowany wnętrzami polskich domów z przełomu wieków, w których obowiązkowo znajdował się komplet mebli popularnie zwany wypoczynkiem. Kanapo-pufy z ekoskórki zostały tak rozstawione na linoleum w cielistym kolorze, żeby przypominały układ grobów na cmentarzu. Sale galeryjne tworzą układ amfiladowy i aby przejść do dalszej części ekspozycji, widzowie muszą odwiedzić beżowy cmentarzyk. Między pikowanymi grobami rozstawione zostały filiżanki z rozlaną kawą. „To ironiczna i upiorna wizja naszej rzeczywistości, w której wypoczynek, śmierć i praca zlewają się w jedno” – powiedziała w jednym z wywiadów artystka. A może to jest cmentarz domu? Nieoczywistość to sedno sztuki Dominiki Olszowy. W sali cmentarnej towarzyszy widzom specjalnie skomponowana przez Jasię Rabiej muzyka o narracyjnym charakterze, wprowadzająca do instalacji aktywny komponent.
Kolejna sala znowu pozwala na wzięcie głębokiego wdechu: jest pusta, tylko na ścianach gromadzą się abstrakcyjne kompozycje z plam kawy. Swobodne komponowanie dekoracyjnych układów kawowych daje złudzenie odzyskiwania kontroli nad życiem, chociaż tak naprawdę jest układaniem czegoś, czego nie da się ułożyć. Kawa jest częstym bohaterem w sztuce Olszowy: porozlewana na podłodze, rozchlapana na ścianach, parująca w ogromnych i małych filiżankach. Kawa jako stymulator, pobudzający organizm do pracy, kawa jako symbol szalonego tempa współczesnego świata, ale też symbol więzi towarzyskich, czyli „umawiania się na kawkę”. Zapach kawy daje poczucie bezpieczeństwa, przytulności, ale jest zarazem ważnym produktem gospodarki kolonialnej opartej na wyzysku.
Ostatnia sala znowu jest gęsta, dużo się w niej dzieje. Olszowy rozstawiła w niej kilka instalacji w formie wycinków przestrzeni z różnych pokoi, fragmenty wnętrz. Są w nich rozmieszczone szczególnego rodzaju elementy dekoracyjne, rzeźby, obiekty, ale też fragmenty tapet i wykładzin czy ekran z filmem. Dominuje tu klimat trochę jak z bajki, a trochę jak z sennego spektaklu, gdzie rzeczy żyją własnym życiem – klimat, który można było wyczuć także w innych przestrzeniach wystawy. Elementy dekoracyjne wcale nie są ładne, wręcz przeciwnie – panuje tu biedaestetyka, pokraczność, ułomność, niespójność. Przedmioty są niepiękne, ale urokliwe i wykonane z czułością. Niektóre z nich mają charakter amuletów: przedmiotów pomagających nam przetrwać, przynoszących spokój, chroniących przed nieszczęściem. Istnieje tu wyraźny podział na świat wewnętrzny i świat zewnętrzny, który czasami puka do drzwi. Dekorujemy, żeby poczuć, że mamy na coś wpływ. Jeśli nie możemy skutecznie zapobiegać kryzysom na zewnątrz, skupianie się na wnętrzach – dosłownych i metaforycznych – pozwala mieć złudzenie sprawczości we własnym otoczeniu.
- Kuratorka
- Ewa Gorządek