Kolporter
Wchodząc na wystawę Kolporter Piotrka Kowalskiego, trafiamy w sam środek scenerii współtworzonej przez obiekty, które wyglądem przypominają stanowiska na poczcie lub w banku, budki kiosków z prasą czy automaty z napojami. Kinetyczna instalacja znajdująca się w centrum przestrzeni przywołuje na myśl kolejkę górską lub maszynę losującą. W rzeczywistości jest to tor dla piłeczki pingpongowej, ale także system, który co cztery minuty wydaje binarny werdykt. Otrzymano odmowę, wynik jest pozytywny, konkurs został rozstrzygnięty, saldo konta jest ujemne. Jest w tym trochę zabawy, trochę ryzyka, ale też frustracji, która pojawia się przy obcowaniu z nieznoszącą sprzeciwu infrastrukturą.
Instalacje obecne na wystawie są efektem wyliczeń, spawania metalu, zgrzewania plastiku i wylewania betonu. Wybierając barwy dla obiektów, Kowalski trzyma się ściśle podstawowej palety ze wzornika w systemie RAL. Prace często przypominają realizacje marzeń konstruktywistów. Artysta przetwarza charakterystyczne dla tego nurtu związki ze sztuką użytkową oraz namysł nad ruchem i technologią, tworząc geometryczne instalacje i rzeźby. Wiarę w nowoczesność zamienia w absurd lub ironię. Formy budowlane zostają uzupełnione o wizualny hałas małych przedmiotów na przykład, piłki pingpongowe zapakowane w plastikową folię lub karteczki z szablonami w podstawowych kolorach — które ożywiają i oswajają użytkowe konstrukcje. Można pokusić się o zapisanie na nich listy rzeczy do zrobienia, planu na następny tydzień lub obstawienie wyniku wyimaginowanego wyścigu. Okazuje się jednak, że karteczkom bliżej do abstrakcji geometrycznej, a pola na nich nie odpowiadają żadnemu z tych porządków. Widać tu zatarcie granicy między funkcjonalnością i estetyką.
Artystę interesują mechanizmy, które organizującą codzienność, ale przestały być widoczne. Plastikowe pudełka, wyświetlacze LED i kosze na śmieci są tak znajome, że aż przezroczyste. Kowalski proponuje zauważyć ich nieporadność, przedawnioną formę lub naiwny urok. Taka antropomorfizacja więcej mówi o nas niż o samych obiektach. Można pomyśleć, że w obliczu technologii to my jesteśmy nieporadni, przedawnieni i naiwni. Umiejętności konstruktorskie oraz namysł nad systemami przekazującymi informacje zostają skontrastowane z poetyckim kolekcjonowaniem anachronicznych przedmiotów, takich jak hotelowe breloki do kluczy z numerkami, zegarki Casio czy zepsute kalkulatory. Artysta trzyma je pozamykane w pudełkach w swojej pracowni na ostatnim piętrze jednego z bloków w Warszawie. Wybiera je ze względu na ich charakterystykę lub tworzywo, z którego zostały wykonane, np. plastikowe laski św. Józefa imitujące drewno. Te rzeczy zostają rozłożone na części i przetworzone na rzeźby – Kowalski traktuje je jako łatwy i tani sposób na pozyskanie materiałów. Choć jego prace często czerpią inspiracjez wynalazczego wizjonerstwa lat 90. czy 2000., sam artysta podkreśla, że nie kieruje nim nie nostalgia, a zbieractwo.
Co możemy załatwić w kiosku? Dzisiaj najczęściej wchodzimy do niego, by zagrać w totka lub uzupełnić zapas nikotyny. W Kolporterze nie możemy zrobić żadnej z tych rzeczy. Artysta tworzy przestrzeń atemporalną. Z wrażliwością odsłania pęknięcia wpisane w obiekty z przeszłości, które niegdyś obiecywały postęp.