Mirna Bamieh

Czym jest matka

Wręczając matkę artystce, kuratorka powiedziała: Troszcz się o nią, spraw, by tworzyła, pozwól jej dawać życie". Artystka miała nadzieję wykorzystać zakwas od kuratorki do upieczenia pięknego chleba w ten sposób matka zrodziłaby nowe możliwości.

To miał być jej pierwszy chleb na zakwasie. Nie miała doświadczenia piekarskiego, była kucharką, kucharką od gotowania, a chleb zawsze ją onieśmielał; zwłaszcza zachodni chleb, z jego kształtem prostopadłościanu albo kopuły, techniczny, wymiarowy, przeznaczony do wystawiania i oglądania. Wcześniej w tym samym roku artystce udało się upiec tradycyjne chlebki: mniejsze, mniej aroganckie i bardziej wyrozumiałe od zachodnich bochnów. Wtedy korzystała z przepisu na chleb bez zakwasu, co uwolniło ją od konieczności bycia narratorką, kontynuowania pewnej linii.

Zakwas jest matką fermentacji bez niej cały proces nie może się rozpocząć, ona ma w sobie zapisane DNA tego, co się wydarzy. Matka jest wymagająca, trzeba się nią opiekować, a ona musi rodzić, bez tego umiera. W fermentacji oddaje się w ofierze nowemu życiu, ale musi też być jego częścią. Nie da się tego obejść: jeżeli z matki nie uda się stworzyć kolejnej matki, to koniec. Nie chcąc tym razem być elementem zakończenia, artystka przyswoiła sobie wskazówki kuratorki i postanowiła upiec swój pierwszy chleb na zakwasie.

Wszystko zaczęło się w nocy. Artystka właśnie rozpoczynała pobyt w zagranicznej instytucji i kuchnia, której miała używać, była dla niej nowym terytorium. Na rozgrzewkę uprażyła listki fermentowanej herbaty. Wyszło świetnie, co sprawiło, że artystka poczuła się pewniej: kuchnia była gościnna. Wzięła stoik od kuratorki, odkręciła wieczko i powąchała; pachniało lekko kwaśno i jakby żywo. Wymieszała zakwas z żytnią mąką i wodą, wyrabiając ciasto, aż zrobiło się lepkie, tak jak mówiła kuratorka, po czym przykryła je wilgotną ściereczką, odłożyła w ciepłe miejsce i pogodziła się z faktem, że nad resztą procesu nie ma kontroli, poszła spać.

Obudziła się wcześnie rano i poszła sprawdzić ciasto, które fermentowało przez całą noc. Pięknie urosło; teraz należało dodać resztę mąki i wody i ukształtować bochenek. Była w trakcie, kiedy przypomniała sobie, że musi oderwać kawałek ciasta na nowy zakwas, ale zdążyła już dodać trochę ziaren. Spanikowała lekko czy ziarna zepsują matkę? Miała nadzieję, że nie. Proces trwał, a ona nie wiedziała, jaką konsystencję powinno mieć ciasto, nigdy wcześniej nie piekła żytniego chleba; czy powinno być takie kleiste? Czy należało, może, dodawać więcej mąki? Czy powinna miesić je ręcznie, czy użyć robota kuchennego? W końcu przestała karmić ciasto mąką, bo chciwie całe pożerało, a nie nabierało spoistości; odłożyła je do formy i zostawiła w spokoju.

Czuła się zmęczona i zdezorientowana. Postanowiła wrócić do łóżka. Zasnęła i miała bardzo szczególny sen. Śnił jej się kochanek, z którym była najdłużej w życiu. Całował ją i chciał się z nią kochać. W pomieszczeniu był mały chłopczyk, kochanek jednak nie przejmował się nim, a ona nie zadawała żadnych pytań. Obudziła się i poczuła, że musi do niego zadzwonić; nie zastanawiając się nad tym uczuciem, zrobiła to, a on odebrał. Nie rozmawiali ze sobą od dwóch lat. Jesteś szczęśliwa?" zapytał. Czy masz syna?" chciała wiedzieć. Ma się urodzić dzisiaj" odpowiedział.

Pewne fakty, jakie zaszły w życiu artystki, skłoniły ją do uznania, że nie jest zdolna być matką ani dla dzieci, ani dla mężczyzn po przejściach. Sądziła, że dzieci uniemożliwiłyby jej robienie wielu rzeczy, na których jej zależało. Jej najbliżsi też żartowali, że nie będzie w stanie tolerować dziecka odebrała to, jak cios w ton, cios, który przyjęła i któremu się poddała. Jedynym dzieckiem, które mogłaby pokochać jak sobie wyobrażała byłoby to spłodzone przez kochanka ze snu, kochanka, który właśnie stawał się ojcem. Płakała w słuchawkę, nie kryła łez, był do nich przyzwyczajony.

Z mokrymi oczami poszła sprawdzić chleb; odpoczął i pięknie sfermentował. Nastawiła piekarnik i włożyła bochenek. Mówiła do swego nowego kochanka, jednocześnie obliczając czasy pieczenia w poszczególnych temperaturach; on i chleb symbolizowali początki; początki, których nie zamierzała zepsuć. Po jakimś czasie wyjęła upieczony bochenek z piekarnika był piękny. Skórka na wierzchu popękała, bo zapomniała zrobić nacięcia, ale wybaczyła sobie tę drobną niedoróbkę. Zostawiła chleb, by wystygł, i poszła na spacer.

Spacerując, rozmyślała o swojej matce, jedynej osobie, bez której nie wyobrażała sobie życia. Odgłos kroków matki schodzącej rano po schodach, by zaparzyć kawę, zawsze będzie dla niej najpiękniejszym dźwiękiem na świecie, a ryż przez nią ugotowany azylem w trudnych chwilach i jedynym pokarmem, jaki zdążyła przetknąć, gdy życie się na nią uwzięło. Artystka ma szczęście mieć matkę, która zawsze słuchała i nigdy nie oceniała, do tego stopnia, że mroczne, skomplikowane, wielowarstwowe emocje zdawały się być jej nieznane. Jej uczucia wydawały się proste: kiedy jest wesoła, to jest wesoła, kiedy smutna, to smutna, a jeżeli doświadcza uczucia wykraczającego poza te dychotomie, jej twarz pokazuje zdumienie, a potem nic. A jednak są dni, kiedy nurza się w smutku w swej sypialni i praktycznie z niej nie wychodzi. Czasem przynosi ten smutek do kuchni, gdy parzy kawę, artystka odbiera go i czuje się bezradna, czuje smutek matki wynikający z poczucia, że nigdy nie miała tego, na co zasługiwała, że jej życie zawsze było kompromisem. Czasem matka artystki powie, że życie ją omija i że nigdy tak naprawdę nie żyła, ale potem otrząśnie się z takich myśli i wróci do tego stanu świadomości, gdzie nic nie może jej dotknąć. Stworzyła tę przestrzeń bardzo starannie, z papierosem w dłoni i pięknym uśmiechem na eterycznej twarzy. Artystka zawsze uważała, że ma najpiękniejszą matkę na świecie i że jej piękno jest tym, co sprawia, że jej życie nie rozsypuje się na kawałki.

Żadna opowieść nie może rozpocząć się bez matki.

 

Przepis na chleb

  • Składniki
    • Na małą formę do pieczenia (20 × 10 × 7,5 cm) weźmy:
    • 325 g mąki żytniej pełnoziarnistej typ 720

    • 290 ml wody

    • 200 g zakwasu

    • 1 łyżeczkę soli

  • albo
    • 325 g mąki żytniej pełnoziarnistej typ 2000

    • 325 ml wody

    • 200 g zakwasu

    • 1 łyżeczkę soli

    • dowolne ziarna na posypkę (sezam, siemię lniane, mak, pestki słonecznika itd.)

Podane składniki dają ok. 0,5 kg bochenek chleba na zakwasie.

 

  • Na dużą formę do pieczenia (31 × 10 × 7 cm) weźmy:
    • 750 g mąki żytniej pełnoziarnistej typ 720

    • 590 g wody

    • 200 g zakwasu

    • 1 łyżeczkę soli

  • albo
    • 750 g mąki żytniej pełnoziarnistej typ 2000

    • 590 g wody

    • 200 g zakwasu

    • 1 łyżeczkę soli

    • dowolne ziarna na posypkę

Podane składniki dają ok. 1 kg bochenek chleba na zakwasie.