Mirna Bamieh

O łzach, solankach i lękach

Artystka roniła gorące, słone łzy w sypialni, w restauracji, w teatrze, w kinie, na balkonie, w łazience galerii, przy matce, przy siostrach, przy kochankach, przy przyjaciółkach, w szkole, na weselach, na pogrzebach, na...

Miała piętnaście lat, kiedy po raz pierwszy doświadczyła tego potoku łez palących policzki. Była na pogrzebie ojca koleżanki z klasy, siedziała tam i nie mogła powstrzymać łez to był pierwszy raz, gdy znalazła się w tunelu rozpaczy, który uwięził ją w ciemności. Aż koleżanka przyszła ją pocieszyć i zapytać, skąd się biorą te łzy. Koleżanka była blada, ale nie płakała, w odróżnieniu od swojej matki, wyglądającej jak ciało, które straciło wszelkie światło, wszelką moc. Po dziś dzień ten obraz kobiety, która zdawała się być samym szkieletem, obraz tego, co strata robi z ciałem, jak kradnie życie tym, którzy pozostają, jest dla niej obrazem śmierci.

Gdy nastoletnia artystka wróciła owego dnia do domu, była zaskoczona, że może żyć dalej, nie wspominając nawet o tej śmierci, łzach i tunelu swoim rodzicom. Przyglądała się sobie jedzącej obiad i kontemplowała życie. Tego dnia, poprzez te gorące, słone łzy, doświadczyła lęku utraty i absurdalności istnienia.

Gdy artystka miała około dziesięciu lat, ojciec powiedział jej, że nie może chodzić na pływanie na koloniach, bo ma w uchu dziurę, przez którą wleje się woda. Jej ojciec był lekarzem, który uważał, że woda na pływalni jest zatruta przez chemikalia i fekalia. Nie polemizowała z jego decyzją, bo nie chciała, żeby woda wlewała się przez tę dziurę w uchu. Wiedziała, że w jej uchu jest dziura, wierzyła, że mieszka w niej pszczoła, której buczenie po nocach nie pozwalało jej zasnąć. Zdecydowanie nie chciała utopić sobie pszczoły w uchu i pozwolić, by mieszkał w niej martwy owad. Wolała już buczenie, byle ta mieszkająca w niej irytująca istota nie umierała. Artystka wierzy, że dziura opuściła jej ucho, ale nie jej ciało, wierzy, że dziura ta krąży po jej ciele i że od dwudziestu lat przebywa w jej brzuchu.

Dorastając, trzymała się z dala od wody. Pragnienie pływania, które odczuwała jako dziecko, znikło, zastąpione przez lęk i nieufność. Podczas którychś wakacji o mało co nie utonęła pod okiem rodziców, gdy myślała, że po prostu bawi się w wodzie. Kiedy ratownik wyciągnął ją z wody, jedynym jej uczuciem był wstyd. Zaczęły jej rosnąć włosy pod pachami i gdy ten mężczyzna ją wyciągał, owłosienie było widoczne dla wszystkich.

Dopiero po trzydziestce postanowiła pokonać swój lęk przed wodą. Zapisała się na kurs i instruktorka łagodnie przekonała ją, by zaufała wodzie, by pozwoliła jej się unieść. Miesiące minęły, aż wreszcie któregoś dnia się to stało. Raz na jakiś czas artystka przeżywa doświadczenie o takiej intensywności, że potrafi je sobie później przypomnieć ze szczegółami. Pierwsze popłynięcie było takim doświadczeniem. Poczuła, jak znika bariera oddzielająca ją od wody, jak jej ciało rozpręża się i stapia z wodą, po raz pierwszy doświadczyła lekkości, zamknęła oczy i w pewien sposób znalazła się poza czasem. Znalazła swój żywot. Od tego dnia jej ciało domaga się bycia w wodzie.

Artystka nie potrafi sobie jednak wyobrazić, jak ludzie mogą ufać morzu, rzekom czy nawet jeziorom. Otwarte wody to śmiertelne pułapki. Być może myśli tak pod wpływem obejrzanych filmów albo zasłyszanych opowieści o ludziach pochłoniętych przez fale. Mimo to pływa w rzekach, jeziorach i morzach, ale zawsze ostrożnie. Najbardziej przerażającym akwenem był dla niej Morze Martwe, gdzie słona woda jest tak gęsta, że miała razenie, jakby się przez nią przebijała. W morzu tym nie można się utopić, ale wystarczy kropla wody, by spowodować nieznosne pieczenie oczu. Oslepnąć nocą w morzu to było dla artystki doświadczenie ostatecznej utraty kontroli, ostateczny koszmar.

Solanki tak jak łzy i woda morska, to silnie skoncentrowane roztwory soli w wodzie. W soli życie toczy się, ale także ustaje. Solanek używa się do konserwowania żywności. Mięso zamarynowane w solance mięknie, myślała. By przygotować solankę do kiszonek, trzeba sprawić, by woda nabrała smaku morza, życie zagnieździło się tam, przekształcało i trwało. Ogórek, rzodkiew, papryka, rzepa, pomidor, kalafior, bakłażan wszystkie zmieniają się w solance w czasie.

Artystka uważała siebie za osobę raczej introspektywną, dostrojoną do własnych emocji i przeciwną tłumieniu i kiszeniu uczuć i myśli. Lecz któregoś wieczora, podczas zajęć medytacji mindfulness, poczuła, jakby zepchnięto ją w przepaść, gdy prowadząca zapytała: Jakich uczuć próbujecie nie odczuwać?". Pytanie spowodowało u niej fizyczną reakcję poczuła, jak gardło jej się zaciska, jak tworzy się w nim gula, w której uwięzione są wszystkie jej nieodczuwane uczucia. Poczuła, jak w ciele zbierają się łzy i musiała wytrzeć wszystkie siły, by nie popłynęły. Nie chciała zalać sali swymi gorącymi, słonymi łzami. Wiedziała jednak, że ból w gardle jest realny. Zdała sobie sprawę, że kisiła emocje, których nie chciała odczuwać, emocje, które mimo to kierowały jej postępowaniem. Nie widziała ich wcześniej, tych ciemnych, głębokich wód w sobie, gdzie te uczucia są konserwowane. Pytanie odemknęło stój zakiszonych emocji, o których nie wiedziała, że je w sobie nosi.

 

Kapusta kiszona

  • Składniki:
    • 1 średnia główka (1 kg) czerwonej albo białej kapusty, albo po równo jednej i drugiej (dla uzyskania jasnoróżowej barwy)

    • 1 łyżeczka soli

Pierwszą partię można zrobić klasycznie, ale potem warto pomyśleć o ulubionych smakach i zacząć wprowadzać innowacje.

  • Opcjonalne dodatki dla uzyskania dodatkowego smaku:
    • 2 średniej wielkości starte marchewki (dla uzyskania białej kapusty kiszonej w stylu rosyjskim)

    • przyprawy (nie więcej niż dwie): kminek, koperek, koper włoski, papryka chili w płatkach, rozmaryn, za’atar (bliskowschodnia mieszanka oparta na tymianku), sumak eksperymentuj z tym, co lubisz

    • pół startego buraka i pół szklanki suszonej żurawiny

    • pół startego jabłka

    • starty imbir i pół buraka

    • 1 łyżeczka kurkumy w proszku

    • 1 łyżeczka startego imbiru

 

Sposób wykonania:

  1. Usuń wierzchnie liście, odkrój ewentualne zadrapania, nie myj. Posiekaj kapustę. Cięcie w długie cienkie paski za pomocą ostrego noża albo krajarki przyspiesza proces.

  2. Na każdy 1 kg kapusty dodaj 1 łyżeczkę soli. Ugniataj kapustę z solą, aż zacznie puszczać sok. Zostaw ją na kilka godzin, by się pociła".

  3. Już po godzinie kapusta wypuści sporo soku. Ugnieć ją z solą ponownie, dodaj wybrane dodatki i przyprawy, i wszystko dobrze wymieszaj.

  4. Przełóż kapustę i sok do słoików, ugniatając kapustę tak, by sok całkowicie ją przykrył. Jeżeli soku jest za mało (co przeważnie zdarza się przy czerwonej kapuście), dociskaj ją od góry.

  5. Przykryj słoiki czystą szmatką i zostaw je, by fermentowały w temperaturze pokojowej przez trzy do pięciu dni. Codziennie nakłuwaj kapustę drewnianym widelcem, by uwolnić gazy. Za każdym razem próbuj tylko twoje kubki smakowe mogą rozpoznać, kiedy będzie gotowa do jedzenia.

  6. Zamknij słoiki i trzymaj w lodówce przez dwadzieścia jeden dni, by dopełnić cykl probiotycznego dojrzewania. Ukiszona kapusta może być przechowywana w lodówce przez kilka miesięcy.