Retina i Parkietaż
- retina – łac., siatkówka oka; sieć komórek przekształcająca światło w obraz
- parkietaż – fr. parquetage; szczelne pokrycie płaszczyzny wzorem z figur, które do siebie przylegają i na siebie nie zachodzą
Oba pojęcia zestawione w tytule wystawy – jedno zaczerpnięte z języka anatomii, drugie z geometrii – wskazują na miejsce, w którym struktura biologiczna spotyka się z geometryczną regułą, a granica między tym, co organiczne, a tym, co obliczone, przestaje być oczywista. Piotr Bosacki projektuje precyzyjne systemy i obserwuje moment ich kontrolowanej awarii, gdy z „małego nasiona” prostych reguł wykwita nieprzewidywalna złożoność. Jego praca stanowi próbę uchwycenia podwójnej natury świata, który po prostu jest, zanim zdążymy go wymyślić, a jednocześnie wygląda tak, jakby ktoś go starannie zaprojektował.
Wystawa zajmuje jedną salę, ale rozgrywa się między dwoma biegunami, które łączy wspólny wątek: notacja. Z jednej strony ruchomy obraz i głos: film animowany Retina in vitro, w którym artysta czyta poemat, splatając monolog z animacją; z drugiej seria obrazów powstałych metodą parkietażu serialnego. Struktura filmu nawiązuje do starodawnej konstrukcji talmudycznej: centralny blok narracji otoczony jest komentarzami, które sam Bosacki porównuje do sałaty słownej schizofrenika. Trzon opowieści jest z grubsza logiczny i uporządkowany, oparty na ciągu przyczynowo-skutkowym. Boczne bloki, bardziej asocjacyjne, i intuicyjne, starają się załatać dziury w centralnej, rwanej opowieści, tworząc rodzaj krzyżówki albo zagadki detektywistycznej. Tytuł filmu nawiązuje do Romantyczności Adama Mickiewicza i podobnie jak u poety napięcie między porządkiem a chaosem nie daje się tu rozładować. Dla artysty jest ono nie tyle defektem, ile warunkiem wizjonerstwa: miejscem, w którym precyzja ustępuje pola czemuś, czego nie potrafiła przewidzieć.
Obok filmu, na metalowej płycie roboczej drukarki, zastyga pojedyncza klatka, wydrukowana z plastikowego filamentu, którego włókna przypominają włosy albo trawę. To, co w filmie trwa ułamek sekundy, tutaj ujawnia swoją fakturę i przypadkowość. Zadany maszynie rysunek wektorowy jest precyzyjny, artysta celowo jednak pozwala technologii wymknąć się spod kontroli. Wpuszcza w mechaniczny proces to, co akcydentalne i organiczne. Siatkówka pracuje podobnie – Bosacki pisze o niej jako o cielesnym naczyniu, które za sprawą swego kształtu trawi światło, zanim włączy się świadome patrzenie. Film jest próbą spowolnienia tego procesu, zajrzenia tam, gdzie oko pracuje szybciej niż myśl.
Na drugim biegunie sytuuje się malarstwo: Obrazy białe z cyklu 10/5 oraz Przelewki, powstałe metodą parkietażu serialnego. Bosacki sam opracował tę technikę, nawiązując do geometrii Rogera Penrose’a i konstrukcji muzyki serialnej. Krótki algorytm, tabela wielkości modułów oraz ich skrętności, przypominająca macierz przetworzeń serii dodekafonicznych, rozwija się w wewnętrznie spójne organiczne formy, w których symetria zostaje złamana w kontrolowany sposób. Bosacki osiąga to dzięki technice przesunięcia fazowego: celowego, systematycznego „spóźniania się” jednego parametru względem drugiego. To właśnie delikatne, lecz konsekwentne łamanie matematycznego rygoru nadaje geometrycznym wzorom charakter właściwy roślinom, zwierzętom i ludzkim twarzom – niedoskonałą symetrię, w której rozpoznajemy coś żywego.
Oba bieguny łączy pytanie o trwałość: jak biologiczna lub kulturowa struktura, utrwalona w zapisie, przeżywa to, co ją wytworzyło? Bosacki widzi w tym pytaniu działanie zasady homeostazy, która rządzi zarówno ciałem, jak i kulturą: komórki skóry obumierają, żeby skóra mogła trwać jako całość; organizmy wydają na świat swoje kopie, żeby gatunek się utrzymał. Litery, nuty i algorytmy są dla niego kolejnym narzędziem tej samej zasady, sposobem, w jaki ludzki umysł przedłuża zdolność uchwycenia porządku poza granice własnego ciała. Człowiek dożywa stu lat, ale słowa zapisane na glinianej tabliczce przetrwają tysiąclecia: „układ nut jest trwalszy od ciał”. Artysta nazywa tę konstrukcję unistyczną – to złożony kształt wyrastający z krótkiej sekwencji startowej, jedność w wielości. Obrazy białe i Przelewki odsłaniają to samo zjawisko: wynik przypomina raczej naturę niż matematykę. Wystawa jest próbą uchwycenia tej równowagi w świecie, w którym systemy rozsądkowe nieustannie ulegają kontrolowanym awariom, a jedynym stałym punktem odniesienia pozostaje notacja: techniczny, niepozbawiony komizmu zapis rzeczywistości. Jak słyszymy w filmie: „Częstotliwość i geometria. Więcej nie ma. Uwolnijcie liście traw. Amen i Piłat”.
- Kuratorka
- Sara Szostak