Shelley Odradek o ReDirecting: East 2020

Pojawiłam się na seminarium, wnosząc perspektywę spod znaku Bliźniąt wielokrotność umysłów/dusz/energii/ciał. Z wierzchu może się to jawić jako dwoistość, ale w rzeczywistości to raczej coś pokrewnego wielowymiarowości takiej, która nie daje się uzgodnić lub nie jest jeszcze uświadomiona. Nie istnieję na zasadzie to-albo-to. Widzę siebie raczej jako coś o wyższej zdolności, by jednocześnie być przestrzenią, czasem i formą, naraz przeszłością, teraźniejszością i przyszłością; zewnętrzem i wnętrzem. Podeszłam więc do seminarium z zamiarem, by być otwartą, ciekawą, chętną do zabawy i szczerą; by swoją rolą jako istoty rizomatycznej wspierać ujawnianie się nowych połączeń. W pewnych aspektach moja rola przypominała nieco zachowanie tricksterki, archetypicznej postaci, która wykorzystuje swoją wiedzę, by w subtelny sposób zaburzać spodziewane zachowania. Był to z mojej strony efekt całkowicie niezamierzony wyzwoliła to we mnie dynamika grupy seminaryjnej, działając offline i online. Poprzez lekkość, poczucie zabawy, zaufanie i pełnię chęci, by przekonać się, co się stanie, chciałam stwarzać okazje dla powstania nowych rizomatycznych połączeń ponad (o wiele zanadto uproszczonym) binarnym podziałem na prawdę i fikcję.

Przestrzeń online stała się znów ekscytująca! Przestała być wyczerpująca energetycznie, a na nowo stała się przestrzenią przyjaźni, więzi i dzielenia się bez poczucia winy; okazywania sobie wprost wsparcia i szacunku. Mogliśmy wybrać, czy być w danej chwili obecnymi, czy nie; czy brać w czymś udział, czy nie. Serio, to było naprawdę orzeźwiające otrzymać pozwolenie, by być dla siebie w danej chwili tym, kim się być potrzebuje. To było zaufanie automatyczne. Każde z nas mogło podtrzymywać je lub odrzucić. Pokój ZOOM-owy (i mój ukochany czat przez WhatsApp, pełen genialnych naklejek od ekipy z Miasta Meksyk!) stały się przestrzenią szczodrą kontakty w jej ramach przypominały bardziej spotkanie ze znajomymi w parku czy kawiarni niż coś o hierarchiczno-intelektualnej konstrukcji spotkania roboczego na seminarium. Takie okoliczności fizyczne i aura umysłowa sprawiły, że poruszaliśmy się w przestrzeni nauki i dzielenia organicznie typowej dla fizycznych wspólnot lokalnych, których członkowie żywo interesują się zdrowiem i dobrostanem osób w swoim otoczeniu; nie przypominało to sztywnych, sformalizowanych spotkań, gdzie pojawiają się konkretne postulaty i wykonawcy (proszę, nie odbierajcie tych słów jako krytyki ani pod adresem grup roboczych, ani gestów czy działań performatywnych, a raczej jako rozbrojenie potrzeby korzystania z masek). Nie chcę oczywiście powiedzieć przez to, że nie mieliśmy żadnych celów, postulatów czy zadań. Zostały one nazwane, przedyskutowane i osiągnięte wspólnie i rutynowo.

Mam poczucie, że zaufanie i bliskość w ramach tej przestrzeni i grupy miały kilka źródeł: mieliśmy zbliżone cele (tj. wszyscy uczestniczyliśmy w seminarium przez uprzednio zaplanowaną ilość czasu i zgodnie z zaproponowanym harmonogramem),
a przy tym rozumieliśmy, że każde z nas w jakiś sposób odpowiada za to, byśmy wspólnie budowali i wspomagali tę przestrzeń. Można by odczytać to też jako pewien wyjściowy poziom empatii, ciekawości i wiary w to, że pozostali na pewno wniosą we wspólną przestrzeń pewną wiedzę i mądrość.

Uczestniczki i uczestnicy seminarium ReDirecting: East x Empatyczne pedagogiki odpowiadają na dwa pytania: co wnieśli do seminarium i jak udział w nim wpłynął na ich recepcję przestrzeni online.

Shelley Odradek o Re–Directing: East 2020