Tuning wrażliwości

Joanna Rajkowska rozmawia z Bogną Świątkowską

  • Bogna Świątkowska: To nie była twoja pierwsza wizyta w Palestynie. Pojechałaś tam po raz kolejny po kilku latach nieobecności, więc twoja perspektywa jest głęboka i wielowymiarowa. Chciałabym, żebyśmy naszą rozmowę zaczęły od pojęcia oporu. Jakie ta kategoria budzi w tobie emocje, skojarzenia? Może budzi opór?
  • Joanna Rajkowska: Boli mnie myśl o tym, że wciąż trzeba wymyślać kolejne strategie oporu. Że przez te wszystkie lata stalowa obręcz okupacji jedynie się zacieśniła. Nie mogę się porównywać z kimś, kto się w Palestynie urodził, wzrastał i dostawał bezustannie w łeb od władzy izraelskiej. Ale chciałabym to napięcie, złość i tę energię nie tyle oporu, ile niechęci, w którą to się we mnie zamieniło, skierować gdzie indziej. Jak z góry przyciskasz, to wychodzi bokiem. We mnie wydarzyło się to samo. Poczułam, że chciałabym jakimś bokiem wyjść. Uciec w przeszłość i mam nadzieję, że też w przyszłość. Znaleźć wyjście awaryjne. Pomieszanie wątków kulturowych i dotyczących skażenia środowiska będzie tu nieuniknione, chociażby ze względu na zmiany klimatyczne, które nas wszystkich w dramatyczny sposób do siebie zbliżają. Ale też biorą się z rytuałów dnia codziennego, czy tego chcemy, czy nie.

  • Będąc w Ramallah, szukałam nadzwyczajnych sposobów na rzeczywistość, sposobów, które plączą różne wątki i zmiany klimatyczne mieszają z rytuałami codzienności.

  •  

  • Twoja wrażliwość rejestrowała tam, jak zaobserwowałam wszystko, co działo się w pejzażu, w krajobrazie. Miałaś duże wyczulenie na to, co nie jest spektakularne. Dlaczego i do jakiego stopnia to jest dla ciebie istotne, żeby uważność była rozdzielona między rzeczy bardzo intensywne i takie, które tej intensywności w ogóle nie mają?
  • Mnie w ogóle coraz mniej interesuje opór wyrażony wprost, na politycznej scenie. Myślę, że walnęliśmy głową w mur i poczuliśmy, że jest twardy i że istniejące formy oporu w żaden sposób nie zdają egzaminu. Dlatego mówię o sposobach nadzwyczajnych. O nadzwyczajności niespektakularnej. Całym sercem podziwiam aktywistów, myślę jednak, że w moim wypadku lepiej jest pracować w czymś, co nazywam przedpolem. Ładować swoją energię, myślenie i uważność w innego rodzaju intensywność. Być może jest to strategia dużo powolniejsza, ale na dłuższą metę wydaje mi się bardziej skuteczna. Myślę o kształtowaniu wrażliwości, zanim się zacznie działać. Zanim się w ogóle zacznie myśleć o działaniu. Takie ustawianie się wobec świata, w którym aktywizujesz pewne rejony swojego nie tylko umysłu, ale przede wszystkim ciała. Tuning wrażliwości. Tam bardzo często dostęp mają właśnie rytuały. One są  stare jak nasza kultura i w jakiś niewytłumaczalny sposób dotykają tych najistotniejszych rejestrów naszej egzystencji. Tam mają moc i zawsze będą miały moc. Potem dopiero przychodzi czas na myślenie, na wnioski płynące z racjonalnej analizy kiedy jesteśmy już przygotowani i nastrojeni niczym instrumenty. Wtedy jest czas na aktywizm i strategie bezpośredniego działania. Obecnie mamy bardzo niewiele możliwości wpływu na rzeczywistość dlatego, że jako kultura porzuciliśmy wiarę w możliwości działania różnorodnymi kanałami, pozwoliliśmy, żeby wiele kanałów wpływu było zamkniętych, opuszczonych, po prostu pustych. Ja te puste kanały bardzo chętnie zasiedlam.

  •  

  • Zrealizowany przez ciebie w Ramallah projekt wydobywał to wszystko, o czym teraz mówisz. Spotkanie z amatorem kolekcjonowania wytworów geologicznych zaowocowało ujawnieniem kolekcji, w której jest i trwająca obecność, i niespektakularność.
  • Tak... Jest fascynujące, jak ludzie w pejzażu są. Największym nieszczęściem syjonizmu było to, że Żydzi z diaspory przyjechali, założyli kibuce i zaczęli uprawiać ziemię, z którą najpierw należało się zżyć. Zajęli się uprawianiem kultury polegającej na eksploatacji. Wiadomo, że było w tym zaangażowanie i entuzjazm. Sama pewnie byłabym kibucniczką w tamtych czasach. Palestyńczycy obchodzą się z pejzażem inaczej, mają dużo subtelniejszą relację z ziemią. W dwa tysiące siódmym podróżowaliśmy z Arturem Żmijewskim po Palestynie. On często zadawał pytanie o to, co należy robić. Jaką należy dać odpowiedź, jaka ma być strategia oporu. Odpowiedzi były podobne: My po prostu tu jesteśmy, będziemy. To było ciekawe, że oni nie odpowiadali, co należy zrobić, bo oczywiście nikt nie wie, co należy zrobić w sytuacji ekstremalnego paraliżu. Mówili o trwaniu, o tym, że są. Takie roślinne podejście bardzo mi się podobało. Nikt nie wie, co zrobić ze strategią trwania wegetatywnego. To jest bardzo mądre i jednocześnie dramatyczne.

  •  

  • Wytwory geologiczne wydają się najbardziej odpowiednie do rozmowy o trwaniu. Opowiedz o swoim spotkaniu z twórcą kolekcji prezentowanej w niewielkim sklepie spożywczym. Nagle okazuje się, że w środku chaotycznego Ramallah jest niezwykle intrygująca eksperymentalna instytucja.
  • No jest, jest [śmiech]. Kiedy artysta pokazuje jakiś obiekt, to ja sobie zawsze wyobrażam, jak on ten obiekt robił. Jakie ruchy ciała musiał czy musiała wykonać, żeby to coś powstało. A w wypadku tej kolekcji wiadomo, że facet chodzi ze spojrzeniem wbitym w grunt pod nogami. Interesuje mnie relacja ludzi z materią. Zwłaszcza jeżeli czują, patrzą, chłoną, nie traktują materii tylko jako zasobu, ale z wielkim szacunkiem podchodzą do tworów nieludzkich, zastanawiają się, jak powstały, dotykają ich. Niestety, jest strasznie mało takich ludzi, którzy nie mielą planety i nie przerabiają na wyroby bezpośrednio użyteczne. A Mohammad jest właśnie kimś takim. To wzbudziło mój szacunek.

  •  

  • Krajobraz w Palestynie nie jest tylko tym, co widzimy. Dla ogromnej rzeszy ludzi składa się z wielu poziomów wyobrażeń zawartych w kulturze, w religii. I nagle z czegoś, co jest po prostu ziemią, drzewami, niebem, nie wiem, istotami, które w tym wszystkim funkcjonują, nagle robi się pejzaż, który ma dużo więcej znaczeń. Czy także dla ciebie?
  • Ja w ogóle nie łapię tych klimatów. Nie widzę ani Ziemi Obiecanej, ani Boga, Honoru i Ojczyzny. Takie twory są mi obce. Widzę śmieci i odpady. Drzewa oliwne, budynki, które rosną na drożdżach pustych kredytów i plastikowe rury wystające z ziemi to widzę. Największe nieporozumienie polega na tym, że ja się z moim pokoleniem w ogóle nie mogę dogadać, bo oni myślą, że ja szukam jakichś spirytystycznych wątków. Nie! Ja w ogóle tego nie łapię. Ja po prostu chodzę z nosem przy ziemi, blisko, i w ten sposób rozpoznaję świat. Garbię się i patrzę w dół. Żadnych dalszych wizji nie mam. Natomiast szanuję wszystkie gesty polegające na budowaniu skomplikowanej wielopoziomowej relacji z otaczającą nas materią. Bo czymże innym są rytuały? Nie chodzi o to, żeby jakaś zjawa pojawiła się na niebie [śmiech] czy o dokonywanie cudów, tylko o to, żeby być w, żeby mieć relację z. Żeby czuć do kręgosłupa swoje miejsce w pejzażu. Dlatego wykorzystałam w pracy dogłębne opisy Tawfiqa Canaana, który rejestruje wszelkie palestyńskie demony, pieczary i wzgórza, które zamieszkują, rytuały, które łączą ludzi z demonami ziemi, źródłami wody, z rzekami i jaskiniami. To są mocne materialne opisy, namacalne wręcz, które są najlepszym świadectwem organicznej palestyńskiej więzi z ziemią przed syjonizmem. I nie chodzi o same demony, tylko o energię, która przy okazji się uaktywnia i nas zagarnia, sprawia, że jesteśmy jednością z glebą, z wodą, z niebem... Porzuciliśmy te rytuały, modernizm je wszystkie wykastrował. Z powodu ich braku cierpimy i sprowadzamy na siebie mega nieszczęścia.

  •  

  • Czy dlatego sklep Mohammada Badwana cię tak urzekł?
  • Tak. I sporo się tam nauczyłam. On nie lubił, kiedy mu te kamienie przestawiałam. To mnie też urzekło. Pomyślałam, że to jest nie tylko gest zginania kręgosłupa i schylania się i podnoszenia kamieni, ale też uaktywniania wyobraźni bo on widzi różne stwory w tych kamieniach, ich relacje, a potem odtwarza te połączenia na półkach sklepu. Te kamienie mają tożsamość. Każdy ma osobowość, każdy ma opis. Kiedy podczas dokumentacji fotograficznej wyjmowaliśmy je po kolei, ciężkie jak cholera, żeby je sfotografować, to Mohammad strasznie cierpiał. Chciał tego, był bardzo dumny z tego powodu, ale jednocześnie cierpiał [śmiech]. Na ile mogliśmy, układaliśmy potem te kamienie w taki sam sposób, ale nie dało się odtworzyć pierwotnych układów. Pomyślałam sobie wtedy, że on żyje z tymi widokami, że on sobie ułożył pejzaż. Zbudował sobie tę Palestynę, odtworzył ją w sklepie. Te wzgórza i te wzruszenia, które przeżył, łażąc po wzgórzach on to wszystko zrekonstruował w centrum Ramallah na krzywych stalowych półkach. Zrobił sobie taką niezależną, niepodległą mini-Palestynę w swoim sklepie. No piękne!

Rozmowa przeprowadzona w związku z rezydencją Joanny Rajkowskiej w Palestynie w ramach projektu Codzienne formy oporu. Fot. Witek Orski

Tuning wrażliwości